Dwie krowy padły po porodzie. Winny hodowca czy lekarze?

Paweł SzeligaZaktualizowano 
Hodowca ze Świdnika (gmina Łukowica) w ciągu roku stracił dwie dorodne krowy rasy simental. Za ich śmierć wini     lekarzy weterynarzy.
Hodowca ze Świdnika (gmina Łukowica) w ciągu roku stracił dwie dorodne krowy rasy simental. Za ich śmierć wini lekarzy weterynarzy. Paweł Szeliga
Dorodna simentalka Józefa Waśki dawała dziennie 20 litrów mleka. Gdy Krasula padła, ważyła ponad pół tony. - Mleka już nie będzie, a zdechłej krowy nie sprzedam na mięso - ubolewa hodowca. Na 9 tys. zł szacuje straty Józef Waśko ze Świdnika. Każda z jego padłych krów warta bowiem była ponad cztery tysiące. - Muszę jakoś żyć za rentę chorej matki, bo pieniędzy za mleko, masło i ser, które dawały krowy, już nie będzie - ubolewa hodowca. Przepowiedziana śmierć

Półtora roku temu pan Józef przejął gospodarstwo po zmarłym ojcu Emilu. Największą wartość przedstawiały dwie krowy szwajcarskiej rasy simental. Każda dawała dziennie po 20 litrów tłustego mleka. Rolnik stracił już obie.

- Sprawdza się przepowiednia, że gdy umiera gospodarz, to jego bydło pada - zauważa Józef Waśko i robi na piersiach znak krzyża.

Pierwszą krowę stracił w maju. W środku nocy samica zaczęła się cielić, ale młode utknęło w połowie drogi. Udusiło się, zanim dojechał weterynarz z Limanowej. Zbyt długi ucisk na drogi rodne spowodował uszkodzenie nerwów w nogach samicy. Gdy padła, to już się z ziemi nie podniosła. Zdechła dwa miesiące później.

Kilka dni temu skomplikowany poród powalił też drugą krowę hodowcy ze Świdnika. Miesiąc przed rozwiązaniem padła z nóg, leżała w stajni, z trudem oddychała. Gdy zbliżył się termin rozwiązania, wezwani na pomoc limanowscy weterynarze Stanisław Stożek i jego ojciec Jarosław zasugerowali zrobienie cesarskiego cięcia, by ratować cielę. Krowa padła niedługo po zabiegu, a wkrótce potem gospodarz stracił także cielątko.

- W obu przypadkach prosiłem o pomoc tych samych limanowskich weterynarzy - podkreśla Józef Waśko. - Nie dość, że straciłem zwierzynę, to jeszcze musiałem im zapłacić za usługę. No i mam same straty.

Weterynarze się bronią

Stanisław Stożek wyjaśnia, że krowa, którą właśnie stracił Józef Waśko, miała 16 lat, więc była stara i w zasadzie nie należało jej narażać na trudy porodu. Cesarskie cięcie, na jakie właściciel się zgodził, było jedyną szansą na uratowanie cielęcia.

- W obu przypadkach nikt nie chciał się podjąć realizacji zlecenia - podkreśla Stanisław Stożek. - Dwa razy wypożyczałem gospodarzowi specjalne urządzenie do podnoszenia z ziemi krowy. U pierwszej prawdopodobnie doszło do porażenia nerwów i paraliżu, u drugiej zaniku mięśni.

Desperackie próby postawienia krów na nogi były ważne, bo rzeźnie nie przyjmują na ubój zwierząt, które zaległy. Gdy zdechły, mięsa nie można już było sprzedać, tylko zutylizować. Na szczęście dla rolnika w takim przypadku koszty ponosi Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Zdesperowany gospodarz zgłosił sprawę powiatowemu lekarzowi weterynarii w Limanowej Jerzemu Jońcowi. Ten jednak nie nadzoruje prywatnych praktyk lekarzy weterynarzy. - Mogłem go jedynie odesłać do Małopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej w Tarnowie - mówi Jerzy Joniec.

Prezes Izby dr Piotr Żmuda sugeruje hodowcy kontakt z rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej przy MILW. - Ma sporo pracy, bo skarg jest wiele - dodaje dr Żmuda.

Tymczasem Stanisław Stożek przekonuje, że w obydwu przypadkach działał zgodnie ze sztuką weterynaryjną. - Pracuję w zawodzie od dwudziestu pięciu lat, a mój ojciec Jarosław od pół wieku - dodaje. - Nie uczymy się na krowach.

Podkreśla, że chciał pomóc hodowcy, ale nie wyklucza, że ten mógł popełnić błędy w obchodzeniu się ze zwierzętami, którymi przed lata opiekował się jego bardziej doświadczony ojciec.

Józef Waśko nie wie jeszcze, czy zgłosi sprawę do rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Opiekuje się dwoma ostatnimi krowami w stajni.  - Ich nie będę zacielać. Za duże ryzyko i straty - zapowiada hodowca ze Świdnika. 

 

Źródło: Gazeta Krakowska

polecane: Dzwonią do Ciebie te numery? Nie odbieraj!

Wideo

Materiał oryginalny: Dwie krowy padły po porodzie. Winny hodowca czy lekarze? - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3