Marcin Wroński: - Problem ze zbożem pokazał, że interesy krajów Unii Europejskiej nie są spójne

Lucyna Talaśka-Klich
Lucyna Talaśka-Klich
Marcin Wroński: - Przed wojną 40% kukurydzy Ukraina eksportowała do Unii Europejskiej, nie do Polski, ponieważ nasza produkcja zaspokaja nasze potrzeby, lecz do takich krajów jak Hiszpania, Belgia, Włochy czy Niemcy.
Marcin Wroński: - Przed wojną 40% kukurydzy Ukraina eksportowała do Unii Europejskiej, nie do Polski, ponieważ nasza produkcja zaspokaja nasze potrzeby, lecz do takich krajów jak Hiszpania, Belgia, Włochy czy Niemcy. Lucyna Talaśka-Klich
Rozmowa z Marcinem Wrońskim, zastępcą Dyrektora Generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Spis treści

Polska - nie czekając na decyzję Komisji Europejskiej - zdecydowała, że po 15 września utrzyma całkowity zakaz przywozu ukraińskiego zboża. Czy to coś zmieni na naszym rynku?

To bardzo dobra i jedyna słuszna decyzja. Zboże z Ukrainy nie będzie destabilizowało naszego rynku. W handlu zbożem dwa czynniki mają największy wpływ na jego cenę -jest to cena ziarna i koszty transportu, dlatego ukraińskie zboże największy problem stworzyło dla krajów przyfrontowych. Im dalej od ukraińskiej granicy, tym jego cena była wyższa i w mniejszym stopniu negatywnie wpływała na stawki w lokalnych skupach.

W interesie krajów, które graniczą z Ukrainą, jest utrzymanie zakazu eksportu

Robert Telus, minister rolnictwa powiedział nam kilka dni temu: „Mam wrażenie, że gdyby chodziło o merytoryczne argumenty, to Unia Europejska zgodziłaby się z naszym stanowiskiem”. Czy może chodzić o powiązania biznesowe i fakt, że wielkie gospodarstwa na Ukrainie należą m.in. do obywateli Europy Zachodniej?

Interesy w krajach Unii nie są spójne. W interesie krajów, które graniczą z Ukrainą, jest utrzymanie zakazu eksportu, jednak nie jest to tożsame z interesami innych krajów Unii Europejskiej. Wynika to z tego, że często właścicielami ogromnych agroholdingów na Ukrainie są Holendrzy, Niemcy, Francuzi i to oni mają na sprzedaż ukraińskie zboże.

Przed wojną 40% kukurydzy Ukraina eksportowała do Unii Europejskiej, nie do Polski, ponieważ nasza produkcja zaspokaja nasze potrzeby, lecz do takich krajów jak Hiszpania, Belgia, Włochy czy Niemcy. Te kraje to duzi producenci trzody chlewnej i kupują ukraińską lub brazylijską kukurydzę na pasze, więc w ich interesie jest, żeby ukraińskiego zboża wpływało jak najwięcej na teren Wspólnoty.

Mieliśmy do czynienia z większym importem zboża, głównie z Ukrainy

Czy to prawda, że część ziarna pozostała w magazynach polskich firm skupujących zboże, także kukurydzę?
Mieliśmy w ostatnim sezonie do czynienia z większym importem zboża, głównie z Ukrainy, ale mieliśmy równocześnie rekordowy eksport. Bilans w handlu zbożem był korzystny, a eksport kilkukrotnie większy niż import. W Unii Europejskiej, a co za tym idzie w Polsce również, nie ma obowiązku monitorowania zapasów zbóż, więc możemy tylko mówić o szacunkach. Na pewno do żniw udało się opróżnić magazyny, zapasy z którymi wchodziliśmy w nowy sezon były nieznacznie wyższe, lecz nie były to takie wartości jakimi straszono w czerwcu lub lipcu. Co do obowiązku monitoringu zapasów zbóż, to uważam, że taki mechanizm powinien być wprowadzony w Unii na wzór istniejącego monitoringu cukru, czy mleka. Pozwalałoby to szybciej reagować i mieć wiarygodne dane rynkowe.

Ile zboża udało się wywieźć z Polski?
W poprzednim sezonie zbożowym, który skończył się dwa miesiące temu, udało się wyeksportować z Polski rekordową ilość zbóż, było to prawie 12 mln ton, zazwyczaj eksportowaliśmy około 5 mln ton. Najlepiej wypadł czerwiec, przez cztery głównie porty tj. Gdańsk, Gdynia, Świnoujście i Szczecin wysłano prawie 970 tys. ton zbóż, jeżeli doliczymy to tego małe porty takie jak Kołobrzeg, to był to wolumen około miliona ton. Jeszcze pół roku temu nikt by nie uwierzył, że może być taka miesięczna moc przeładunkowa w polskich portach. Eksport odbywał się również pociągami i samochodami, głównie na zachód. Ten wynik eksportu był możliwy tylko dzięki dobrej współpracy ministerstwa rolnictwa, ministerstwa infrastruktury, służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żywności i eksporterów. Osobiście koordynowałem wiele z tych działań i cieszę się, że udało się je zrealizować. Dopłaty do zbóż, które wprowadził rząd stały się zachętą do sprzedaży i bez nich również nie byłoby to możliwe.

Rolnicy podziękowali za plony. Czy mają się z czego cieszyć? Wszak ceny za ziarno są bardzo niskie.
To prawda, ceny są niskie, jednak musimy mieć świadomość, że Polska jest elementem światowego rynku zbóż, żebyśmy nie wiadomo ile wprowadzili dopłat, to i tak cena zależy głównie od giełd światowych. Są dwie główne giełdy w Chicago i Paryżu które wyznaczają ceny i trendy na świecie. Wojna pokazała, że między bajki można włożyć straszenie niedoborami żywności. Nasi dziadkowie czy ojcowie zbierali 3 tony z hektara pszenicy, a dziś w zależności od gleb i pogody, 6, 8, a jak dobra ziemia to ponad 10 ton. Postęp w wyhodowywaniu nowych odmian, które lepiej plonują jest szybszy niż przyrost ludności, dlatego priorytetem dla polskiego rolnictwa jest poszukiwanie nowych rynków zbytu i odzyskiwanie krajowego, promując patriotyzm konsumencki.

Niestabilny czas w globalnej wiosce wpływa na ceny

Jakie są prognozy na rynku zbóż?
Żyjemy w bardzo niestabilnym czasie, okres paniki i wysokich cen spowodowanych wybuchem wojny, niepewnością czy zachwianiem się rynku roślin oleistych mamy już za sobą i nie sądzę, że szybko powtórzy się 1650 zł dla pszenicy, czy 4000 zł dla rzepaku. Na cenę obecnie największy wpływ będzie miała sytuacja z transportem zbóż przez Morze Czarne i kursy walut. W takich niepewnych czasach to lepiej sprzedawać plony w kilku partiach, w różnym okresie i uśrednić cenę. Podobnie warto robić z zakupem środków do produkcji.

To też może Cię zainteresować

Wielu naszych rolników zrezygnowało z produkcji zwierzęcej, niektórzy nastawili się na produkcję zbóż. Czy taka wąska specjalizacja w dzisiejszych czasach to bezpieczne rozwiązanie?

To zależy od wielkości i rodzaju gospodarstwa. Zawsze lepiej jest powiązać produkcję zwierzęcą z roślinną, jest to chociażby dywersyfikacja dochodów i zapewnienia m.in. nawozów naturalnych. Mam tego świadomość, że są ziemie gdzie przez ostatnich 20-30 lat nie były nawożone obornikiem, a to ważne chociażby ze względu na utrzymanie wilgotności w glebie, z suszami mamy i będziemy mieć do czynienia. Jednak, żeby produkcja zwierzęca (pod potrzeby dużego przetwórstwa mięsnego) się opłacała, to musi być również prowadzona w odpowiedniej skali. Zboża mamy na podobnym poziomie cenowym jak w innych krajach Unii, koszty energii, paliw również, różnica między kosztami pracy jest coraz mniejsza.

To, dlaczego naszym producentom trzody chlewnej nie przybywa pieniędzy w portfelach tak jak np. niemieckim właścicielom chlewni?

Przy podobnych kosztach, skala produkcji w Polsce jest mniejsza (średnio 150 sztuk) niż np. w Hiszpanii (ponad 700 sztuk), a w Niemczech, czy w Danii - to dużo ponad tysiąc sztuk.

Poza tym wpływ na prowadzenie produkcji zwierzęcej ma również fakt, że coraz częściej utrudniają ją organizacje, które określają się jako ekologiczne, a tak naprawdę są to ekoterroryści. Oni chcą za wszelką cenę likwidacji jakiejkolwiek produkcji zwierzęciej i jako cel obierają sobie walkę z rolnictwem. Mają również swoich przedstawicieli w parlamentach krajowych i europejskim, w postaci również emanacji partii zielonych, dlatego powinniśmy uważnie prześledzić, kto znajduje się na listach wyborczych, czy głosując na medialnego działacza określającego się jako obrońcę polskiej wsi, nie oddajemy głosu również na osoby, które jako priorytet chcą likwidacji rolnictwa takiego, jakie znamy.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ubezpieczenie maszyn rolniczych. Kiedy jest obowiązkowe?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Marcin Wroński: - Problem ze zbożem pokazał, że interesy krajów Unii Europejskiej nie są spójne - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na strefaagro.pl Strefa Agro