Mariola i Stefan Stawiszyńscy z Bałdrzychowa zostali laureatami wojewódzkiego etapu konkursu AgroLiga 2018 w kategorii Rolnicy. Głównym kierunkiem produkcji jest hodowla owiec rasy zachowawczej korideil.

Mariola i Stefan Stawiszyńscy z Bałdrzychowa zostali laureatami wojewódzkiego etapu konkursu AgroLiga 2018 w kategorii Rolnicy. Głównym kierunkiem produkcji jest hodowla owiec rasy zachowawczej korideil.
Stado podstawowe składa się ze 120 matek, które są zakwalifikowane do programu ochrony zasobów genetycznych. Prowadzona jest też produkcja roślinna na powierzchni 10,89 ha gruntów ornych. Są to głównie zboża z przeznaczeniem na paszę.

Dodatkową działalnością wpływającą na dywersyfikację dochodów jest agroturystyka. Rolnicy działają również społecznie - tańczą w zespole ludowym „Bałdrzychowianie”. Pan Stefan gra w orkiestrze dętej, a pani Mariola pełni funkcję prezesa Stowarzyszenia Przyjaciół Bałdrzychowa. Laureaci zostali uhonorowani pucharem Dyrektora Łódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego Marka Sarwy, podczas uroczystego otwarcia XXVII Promocyjno-Handlowej Wystawy Rolniczej Rol-Szansa.

- Własnej ziemi mamy około 19 hektarów, ale pracujemy na 30 hektarach. Połowę stanowią użytki rolne, a drugą łąki do skoszenia - mówi Mariola Stawiszyńska. - Owce mamy już od 19 lat. Przez pierwsze 7 lat były to mięsne beriszony. Korideile wchodziły do naszego stada stopniowo od 2004 roku. Jak weszliśmy do Unii zaczęliśmy wymianę owiec.

- Wtedy po raz pierwszy pojawiły się dopłaty. Było to 150 złotych do matki, o ile odchowywało się tryki - przypomina Stefan Stawiszyński. - Później, jak weszła Unia, to ta dopłata została zdjęta. Zostawiono jedynie po 50 złotych za ważenie matek. Obecnie unijna dopłata do matek w przypadku owiec wynosi 320 złotych. Ci, którzy później weszli do programu dostają więcej, a myśmy się nie załapali.

Obecnie, po zejściu ze stanu większości jagniaków, w stadzie u Stawiszyńskich jest około 250 owiec. Ich właściciele ze smutkiem przyznają, że gdyby nie unijne dopłaty hodowla tych zwierząt byłaby nieopłacalna.

- Bez dopłat w Polsce nie będzie owiec - przewiduje pan Stefan. - U nas nie ma tradycji jedzenia mięsa owczego. Jagnięcina jest zbyt droga, a na starą baraninę nie ma chętnych. My wszystko sprzedajemy do Włoch, a cięższe sztuki wysyłamy do Niemiec, gdzie potrzebują owiec o wadze 35-50 kilogramów. Sprzedawane przez nas jagniaki w większości idą na tucz. My w gospodarstwie tylko sporadycznie ubijamy tak zwane wybrakówki, jak coś z jakąś sztuką przykrego się zadzieje.

- Szkoda, że Polacy nie przekonali się do smaku baraniny, która wcale nie rożni się od jagnięciny - mówi pani Mariola. - Jedynie mięso jest nieco ciemniejsze niż od młodszych sztuk. Wystarczy jednak odpowiednio przyprawić i trochę dłużej pogotować i uzyskujemy wyjątkowo smakowite mięso.

Laureaci wojewódzkiego etapu AgroLigi 2018 z Bałdrzychowa nie ukrywają, że na hodowli owiec trudno jest zbić kokosy. Dlatego zdecydowali wejść w agroturystykę. Ich agro-gospodarstwo nosi nazwę „Owczarenka”. Do dyspozycji gości są trzy pokoje i cały czas jest zainteresowanie.

- W tym roku nie reklamowaliśmy się nigdzie, bo miała być robiona we wsi kanalizacja oraz chodniki, i nie chcieliśmy, żeby goście byli rozczarowani hałasem, a mimo to cały czas kogoś mamy - uśmiecha się Mariola Stawiszyńska. - Ci, co już u nas gościli, systematycznie wracają, więc musi im się u nas podobać. W ósmej edycji wojewódzkiego konkursu na najlepsze gospodarstwo agroturystyczne „Złota Grusza” w kategorii „Ze smakiem” otrzymaliśmy drugie miejsce za baraninkę

.

Państwo Stawiszyńscy udzielają się też społecznie. Z zespołem „Bałdrzychowianie” często jeżdżą po kraju i zagranicę. Mogą sobie na to pozwolić, bo ma ich kto zastąpić przy owcach. Przez 10 lat mogli liczyć na córkę Kasię, która prowadzi już swoje gospodarstwo, a teraz są to synowie Sebastian, Paweł i Mateusz oraz siostry Bożena i Agnieszka z dziećmi Angeliką i Michałem.