Firma Inletta walczy o przetrwanie. To być albo nie być dla 40 pracowników

Magdalena Olechnowicz
Magdalena Olechnowicz
18 maja 2013 roku informowaliśmy na łamach „Głosu” , że w gminie Dębnica Kaszubska powstaje nowa przetwórnia ryb. W kapsule kamienia węgielnego znalazł się „Głosu Pomorza” Fot. Screen Mapa google
O dramatycznej sytuacji w firmie Inletta w Krzywaniu, w gminie Dębnica Kaszubska poinformowali nas pracownicy, którzy nie otrzymali na czas wynagrodzenia. - W firmie źle się dzieje. Jest w upadłości. Boimy się, że stracimy pracę - mówią. Firmą zarządza syndyk, ale jest też dzierżawca, który uważa że jest szansa na uratowanie firmy, ale utrudnia to syndyk.

Firma Inletta znajduje się w Krzywaniu, w gminie Dębnica Kaszubska. Zajmuje się przetwórstwem rybnym. Zatrudnia około 40 pracowników, w większości mieszkańców powiatu słupskiego. To oni poinformowali nas o trudnej sytuacji w firmie.

- Nie otrzymaliśmy na czas wynagrodzenia. Szef zapewnia, że pieniądze dla nas są, ale ich wypłatę utrudnia syndyk - mówili nam pracownicy.

Od 1 października 2020 r. firmę Inletta sp. z o.o. dzierżawi firma Tom Fish, której właścicielem jest Tomasz Ptak. To jego poprosiliśmy o wyjaśnienie tej sytuacji. Jak twierdzi, chce uratować zakład i stanowiska pracy.

- Dzierżawię budynek produkcyjno-magazynowy, plac wokół zakładu i część maszyn do produkcji konserw rybnych. Inletta zatrudnia blisko 40 pracowników, lecz to ja opłacam ich pensje, podatki, koszty ochrony, media, ubezpieczenia i inne wydatki związane z utrzymaniem zakładu. Zakład jest w złej kondycji technicznej i do tej pory wydałem na naprawy i remonty już blisko 60 tysięcy złotych, a w 2021 r. planowałem dokonać naprawy za co najmniej 230.000 złotych. Wydatki te są konieczne do prowadzenia dalszej produkcji - mówi Tomasz Ptak.

Upadłość firmy

Sąd ogłosił upadłość Inletty w dniu 11 stycznia 2021 r., lecz mimo tego, zgodnie z treścią przepisu art. 107 ust. 1 Prawa upadłościowego umowa dzierżawy trwa nadal i syndyk nie może jej wypowiedzieć, bez zgody sędziego komisarza. Fakt obowiązywania umowy wydaje się, że uznaje również Pan Syndyk Sławomir Bohdziewicz, który w lutym przyjął ode mnie środki na wynagrodzenia pracownicze i polecił przepisać wszystkie media w tym prąd na moją firmę. Podczas pierwszego spotkania, w dniu 11 stycznia 2021 r., Syndyk poprosił abym przejął do swojej firmy wszystkich pracowników Inletty, na co się zgodziłem proponując zawrzeć stosowny aneks do umowy dzierżawy i określając jego warunki, w tym możliwą podwyżkę czynszu.

Dalsze wyjaśnienia szczegółowo opisują umowy zawarte z syndykiem.

„ W dniu 8 lutego Syndyk przysłał mi wzór zupełnie nowej umowy dzierżawy zawierający wiele wzajemnie sprzecznych i niemożliwych do akceptacji postanowień. Projekt ten nawet nie określał, co ma być przedmiotem umowy. W dniu 10 lutego 2021 roku, po przeanalizowaniu treści zaproponowanej umowy dzierżawy napisałem do Syndyka wiadomość e-mail z propozycją zmian oraz z informacją, że umowa ta może zostać zawarta albo po rozwiązaniu dotychczasowej umowy, albo jako aneks do umowy dzierżawy z dnia 1 października 2020 roku. Syndyk w odpowiedzi na powyższą wiadomość, poinformował jedynie o terminie wyznaczonym na podpisanie nowej umowy, który arbitralnie wyznaczył na dzień 11 lutego 2021 roku i stwierdził, że nie będzie negocjował warunków umowy. Umowa zaś jest wewnętrznie sprzeczna – z jednej strony Syndyk wskazuje, że dzierżawą objęta jest tylko jedna nieruchomość, a w załączniku opisuje cztery nieruchomości. Dodatkowo mam ponosić nakłady na remonty psujących się maszyn i urządzeń, bez roszczenia o ich zwrot. Co ciekawe, w swoich mailach Syndyk nie wskazał u jakiego notariusza miałoby nastąpić podpisanie „nowej umowy” i co z dotychczas obowiązującą umową zawartą dnia 1 października 2021 roku?!? Dopiero w godzinach nocnych przesłał wiadomość ze wskazaniem notariusza w Gdyni i określeniem czynszu na poziomie oderwanym od realiów rynku, tj. pięciokrotnie wyższym niż dotychczasowy!

Na wszystkie moje argumenty Pan Syndyk odpowiada, że albo zgodzę się na jego warunki, albo on przyjeżdża, zamyka zakład i od ręki zwalnia wszystkich pracowników. Tak nie wyglądają negocjacje i zaczynam mieć wątpliwości, czy zwolnienie ludzi i zmniejszenie wartości zakładu nie jest jakimś celowym zabiegiem. Mam nadzieję, że się mylę i panu Syndykowi nie zależy tylko na pozostającym do jego dyspozycji miesięcznym zysku.

Wiem, że w toku upadłości Syndyk będzie musiał sprzedać przedsiębiorstwo upadłego – Inletty i jestem w posiadaniu zleconej przez sąd opinii Tymczasowego Nadzorcy Sądowego, który ocenił wartość nieruchomości na której prowadzę działalność, przy założeniu kontynuowania produkcji na około 15 mln złotych, a w przypadku zaprzestania produkcji wartość ta będzie o 8 mln złotych mniejsza. Tym samym nie rozumiem dlaczego Syndyk mógłby nie chcieć uratować zakładu, dać ludziom pracy i uzyskać w toku upadłości wyższej kwoty na zaspokojenie wierzycieli” - pisze dzierżawca.

W opinii syndyka i sądu

O wyjaśnienia zwróciliśmy się do syndyka Sławomira Bohdziewicza, który jednak po informacje odesłał nas do Sądu okręgowego w Gdańsku. Poniżej odpowiedź, jaką otrzymaliśmy.

„Z informacji uzyskanych od syndyka wynika, iż o ogłoszeniu upadłości Inletta Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w upadłości w Krzywaniu został poinformowany w dniu 11 stycznia 2021 r. i następnego dnia podjął czynności związane z upadłością tej firmy. Syndyk ustalił, iż zawarta umowa dzierżawy przez upadłego z Panem Tomaszem Ptakiem prowadzącym działalność gospodarzą pod firmą Tom-Fisz Tomasz Ptak została zawarta w niewłaściwej formie i bez zgody tymczasowego nadzorcy sądowego, co zgodnie z art. 38a Prawa upadłościowego skutkuje nieważnością umowy. Nadto syndyk ustalił, że zawarta umowa była niekorzystna dla upadłej spółki, gdyż dzierżawca nie regulował składek ZUS ani podatków związanych z wynagrodzeniem pracowniczych. Zaległości z tytułu składek ZUS za okres od października 2020 r. do stycznia 2021 r. wynoszą łącznie 156.331.6 zł, a zaległości z tytułu podatku od osób fizycznych łącznie 24.515,64 zł. Syndyk mimo wszystko zaproponował ponowne zawarcie umowy dzierżawy na warunkach już rynkowych, jednakże pan Tomasz Ptak nie stawił się u notariusza celem podpisania umowy w dniu 11 lutego 2021 r. W przypadku braku podpisania umowy w najbliższych dniach syndyk rozpocznie likwidację masy upadłości. Z informacji syndyka wynika, iż Pan Tomasz Ptak płaci wynagrodzenie bezpośrednio pracownikom upadłej spółki, jednakże nie posiada dokumentów dotyczących sposobu i wysokości tych płatności. Z ustnych informacji od pracowników upadłej spółki syndyk dowiedział się, że pan Tomasz Ptak zapłacił pracownikom wynagrodzenie za styczeń 2021 r. w dwóch ratach.” - napisał sędzia Łukasz Zioła, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Ostatecznie pracownicy wypłatę wynagrodzenia otrzymali, ale jaki będzie los spółki, nie wiadomo. Okaże się to w najbliższym czasie.

Nauczanie hybrydowe zamiast powrotu do szkół

Wideo

Materiał oryginalny: Firma Inletta walczy o przetrwanie. To być albo nie być dla 40 pracowników - Głos Pomorza

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
"Kiedy przyjdą po twoje oszczędności?

Witajcie,

w ciągu ostatnich 13 lat bankierzy centralni obniżyli stopy procentowe w głównych gospodarkach do zera, a w niektórych przypadkach nawet poniżej zera. Kompletnie zniszczyli rynek obligacji. Doprowadzili do potężnej dewaluacji walut papierowych. Można wręcz powiedzieć, że dokonano zorganizowanego napadu na wszystkich ludzi, którzy posiadali jakiekolwiek oszczędności.

Polacy coś o tym wiedzą. Ostatecznie w tym momencie to właśnie w Polsce traci się najwięcej trzymając środki w banku. Lokaty dają zerowe odsetki, a inflacja oficjalnie wynosi prawie 4%. To najgorszy wynik na całym świecie!

Wydawać by się mogło, że cała ta szaleńcza polityka banków centralnych doszło już do ściany. Że dalej posunąć się już nie mogą. To jednak nieprawda. W powyższym nagraniu pokazuję jak mogą wyglądać dalsze działania poszczególnych banków centralnych oraz rządów."

https://www.youtube.com/watch?v=22uTmZCULeQ
P
Piotr

Co tam jakieś 40 osób. Palendemiści uszykowali wam prawdziwą biedę. Wyłączcie TV-włączcie myślenie!

G
Gość

"Prekariat to kategoria lub klasa społeczna charakteryzująca się tym, że aktualne miejsce zatrudnienia jest niepewne, nie są objęci żadnymi systemami świadczeń socjalnych oraz wykonują pracę za niskie płace lub ich dochody są niestabilne. Pojęcie także bardzo często związane jest z brakiem możliwości rozwoju kariery zawodowej (występuje brak poczucia tożsamości zawodowej), powoduje to brak poczucia społeczności, bądź też brak poczucia zbiorowości pracowniczej przez prekariuszy. Prekariat jest to praca o niskiej jakości. Występuje wysokie ryzyko zwolnienia, np. w sytuacji pogorszenia sytuacji gospodarczej. Według Filipa Vostala, socjologa z Czeskiej Akademii Nauk, prekariat odnosi się do "stanu, który nie jest pewny, bezpieczny bądź stabilny" (Cymbranowicz K. 2016 s. 3). Prekariusze zatrudniani są z reguły na umowę zlecenie czy tzw. umowy śmieciowe, prace śmieciowe (brak urlopów, brak ochrony przed zwolnieniami). W Polsce umowy cywilnoprawne są coraz częściej zawierane (według G. Standinga na całym świecie wzrasta liczba prekariuszy). Pracodawcy stosują je w celu zredukowania kosztów zatrudnienia oraz aby obejść przepisy kodeksu pracy (Godlewska-Bujok B. 2014, s. 5). Ponad 60% młodych ludzi nie jest zatrudnianych na umowę o pracę. Niektórzy przypisują prekariatowi pozytywne cechy, takie jak materializm etatowych pracowników, zwanych "białymi kołnierzykami" czy też wolność romantycznego ducha.

Etymologia

Po raz pierwszy pojęcie prekariatu pojawiło się w ubiegłym wieku, w latach 80', stosowali je socjolodzy francuscy, jednakże bardziej popularne stało się w XXI wieku. Prekariat to pojęcie, które powstało z języka francuskiego précaire - "niepewny" oraz prolétariat - "proletariat" (biedna klasa pracująca). Pojęcie często definiowane jest jako brak stabilności oraz brak pewności (Godlewska-Bujok B. 2014, s. 2-3). Guy Standing, to brytyjski ekonomista, specjalizujący się w zakresie rynku pracy, profesor University of London, który spopularyzował pojęcie prekariatu. 1 maja 2001 roku, ponad 5 tysięcy ludzi, głównie studentów zebrało się w centrum Mediolanu. Odbyte demonstracje wyznaczyły początek poruszenia globalnego prekariatu."

https://mfiles.pl/pl/index.php/Prekariat

G
Gość

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/rybny-uklad-jak-cba-odkrylo-naduzycia-w-rzadowej-agencji-i-dlaczego-nikt-za-to-nie/xc9hqyj

S
Stop plandemii

przed chwilą

– Dotychczasowa polityka rządu kosztowała życie ponad 75 tysięcy osób – niediagnozowanych i nieleczonych, właśnie przez „walkę” z koronawirusem – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl dr Zbigniew Martyka, specjalista chorób zakaźnych, ordynator oddziału obserwacyjno-zakaźnego w szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej.

https://dorzeczy.pl/kraj/174072/dr-martyka-ile-jeszcze-ludzi-musi-umrzec-zebysmy-sie-opamietali.html?utm_source=dorzeczy.pl

G
Gość

Moim zdaniem tej firmie nic już nie pomoże. Od wielu lat jeszcze jako Morfish źle zarządzali firmą. Pan Turek zawsze doprowadza do upadłości. Od dawien dawna mają problem z płaceniem ludziom, podwykonawcom i kontrahentom.. Nie płacą podatków, ZUSu za pracowników, nie płacą ludziom. P. Turek z P. Pawłowskim otworzą kolejną firmę, wezmą dotacje i za kilka lat znowu doprowadzą do upadłości. Szkoda ludzi, którzy tam pracują. Jednak są inne , bardziej rzetelne firmy na szczęście.

G
Gość
1 marca, 8:10, Gość:

Jak się znajdzie ktoś co chce ratować firmę i stanowiska pracy to syndyk musi oczywiście na tym zarobić krocie a ludzie się nie liczą.

Pewnie ktoś z 3miasta jest zainteresowany i nie dostał działki.

W dzisiejszej rzeczywistości ludzie się nie liczą, taki mamy dziki kapitalizm.

G
Gość

sakramenckie pierdoły...kogo to obchodzi...każdy ma swoje problemy

G
Gość

Jak się znajdzie ktoś co chce ratować firmę i stanowiska pracy to syndyk musi oczywiście na tym zarobić krocie a ludzie się nie liczą.

Pewnie ktoś z 3miasta jest zainteresowany i nie dostał działki.

Dodaj ogłoszenie