Podlaskie. Dzikie zwierzęta niszczą uprawy rolników. Odszkodowania nie rekompensują straty. Rolnicy apelują o rozwiązania systemowe

Jakub Wróblewski
Jakub Wróblewski
Spotkanie w siedzibie Podlaskiej Izby Rolniczej na temat szkód łowieckich wyrządzonych przez dziki u rolnika Pana Marcina Szarejko.
Spotkanie w siedzibie Podlaskiej Izby Rolniczej na temat szkód łowieckich wyrządzonych przez dziki u rolnika Pana Marcina Szarejko. Wojciech Wojtkielewicz
Marcin Szarejko gospodarz z Zabłudowa zmaga się z plagą dzików, które niszczą jego łąki. Sprawa ciągnie się już blisko dziesięć lat. Straty idą w dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych. Gospodarz w wyniku strat nie może rozwijać swojego gospodarstwa. Z dzikimi zwierzętami problem ma również Hubert Ojdana. Żubry niszczą jego uprawy rzepaku. Rolnicy apelują o rozwiązanie systemowe tej kwestii.

Powracający problem z dzikami

Marcin Szarejko gospodarz z Zabłudowa zmaga się z plagą dzików, które niszczą jego łąki. Sprawa ciągnie się już blisko dziesięć lat. W tym roku dziki zniszczyły około 30 ha łąk gospodarza. Wymagają rekultywacji w całości. Koszty należy szacować od 4 do 12 tys. zł za hektar. Marcin Szarejko walczy o odstrzał dzików tak, aby ograniczyć szkody, ponieważ sytuacja stale się powtarza. Kolejnym problemem jest brak zrozumienia z lokalnym Kołem Łowieckim Żbik. W 2021 roku pan Marcin otrzymał odszkodowanie w wysokości 222 tys. zł, o które walczył w sądzie przez sześć lat.

Więcej o sprawie Marcina SzarejkoJak rolnik spod Zabłudowa wszedł w konflikt z myśliwymi. Przez dziki

Każdy rolnik wie, że robiąc rekultywację użytków zielonych, nie ma żadnego pożytku w pierwszym roku. Czym mam karmić swoje zwierzęta? Konie nie mają, gdzie się paść. Bela siana kosztuje 200 zł. A przecież gdyby niezryte łąki miałbym własne siano i karmił konie bez żadnych kosztów. Taka bela idzie mi na jedno rozdanie, a druga idzie wieczorem. Dziennie muszę zainwestować 400 zł, aby utrzymać zwierzęta. Piszę pisma o oszacowanie. Koło się nie stawia. Jak już się stawi i oszacuje, to samo odwołało się od swoich szacunków do Lasów Państwowych - mówi gospodarz z Zabłudowa.

Pan Marcin pyta, jak ma utrzymać swoje gospodarstwo oraz rodzinę. - Muszę kupić paszę dla koni i dodatkowo jeszcze spróbować coś zarobić, aby utrzymać rodzinę. Jestem w stanie nawet pomóc myśliwym w ostrzale. Nawet dopłacić, byleby wreszcie ktoś rozwiązał ten problem - zaznacza rolnik.

Nigdzie nie ma porytych łąk, natomiast u Marcina ta historia znowu się powtarza. W wyniku półrocznej przerwy w strzelaniu w 2014 roku, po protestach rządzący zobowiązali się zmienić prawo. Niektóre szkody były tak duże, że koła nie są w stanie wypłacać odszkodowań. Pamiętam, w 2019 roku Sejm przegłosował ustawę, w której zwierzyna nieustrzelona jest własnością Skarbu Państwa i za to miał płacić właśnie Skarb Państwa. Natomiast pan prezydent tę ustawę zawetował. Gdyby ta ustawa przeszła dalej nie byłoby żadnego problemu. Systemowo dalej ta sprawa nie jest rozwiązana - wyjaśnia prezes Podlaskiej Izby Rolniczej Grzegorz Leszczyński.

Prezes Podlaskiej Izby Rolniczej próbował dowiedzieć się, dlaczego mimo tylu sygnałów te dziki nadal są w okolicach Zabłudowa.

Czy Polski Związek Łowiecki nie ma honoru tej sprawy rozwiązać. Dlaczego nie potraficie załatwić tej sprawy od początku do końca. Przecież ewidentnie te łąki poryły dziki - mówi prezes izby.

Potrzebna współpraca

Członkowie Podlaskiej Izby Rolniczej zwracają uwagę na brak chęci współpracy ze strony lokalnego koła łowieckiego.

Obok kompleksu leśnego Czerwony Bór mam około 90 ha. Pan sobie wyobraża, że ile tam jest dzików. Myśliwi chcąc mi pomóc, naprawdę starają się. I przynosi to efekty. Tutaj patrzę, że idzie trochę w innym kierunku. Straty są bez końca. Wystarczy, żeby ktoś tam polował. Sprawa ma już blisko dziesięć lat i dalej jesteśmy w tym samym punkcie. Brakuje dobrej woli? Czy o co chodzi? - pyta się Zdzisław Łuba członek zarządu Podlaskiej Izby Rolniczej.

Rolnicy i organizacje apelują o systemowe rozwiązanie systemu

Prezes Grzegorz Leszczyński zwrócił się z prośbą do władz oraz parlamentarzystów z prośbą o zajęcie się kwestią szkód wywoływanych przez dzikie zwierzęta.

Musi to zostać rozwiązane systemowo. W woj. podlaskim jest ok. 20 tys. gospodarstw, w których jest wysokotowarowa produkcja mleka. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że nagle przychodzą dziki, zryją rolnikowi pół gospodarstwa i nie ma paszy dla zwierząt. Przy rosnących kosztach produkcji czy kredytach to jest katastrofa. Zwracam się z apelem do naszych parlamentarzystów o zajęcie się tą sprawą. Jeżeli koła nie dają sobie rady z tą sprawą to niech się nią zajmie państwo. Jeżeli też nie da rady to nie wiem może blokadę zrobimy - mówi Grzegorz Leszczyński.

Członek zarządu okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego przekazał, że monitorują co miesiąc koła, które nie podchodziły poważnie do rolnika.

Gospodarz ma uprawiać ziemię, a nie zajmować się pisaniem podań. Różnie z tym było, ale my jako zarząd to nadzorujemy i jeżeli trafiają do nas jakiekolwiek sygnały o nieprawidłowościach to szybko na to reagujemy - poinformował Andrzej Lenczewski członek zarządu okręgowego Białystok Polskiego Związku Łowieckiego.

W tym roku koło łowieckie w okręgu którym znajduje się gospodarstwa Marcina Szarejki odstrzeliło 42 dziki. Członek zarządu okręgowego PZL wyjaśnił na spotkaniu w Podlaskiej Izbie Rolniczej mechanizm ubiegania się o odszkodowanie.

Koło oszacuje starty, a następnie wypłaci. Jeżeli rolnik zgodzi się z wysokością odszkodowania. Natomiast jeżeli rolnik nie zgodzi się z zaproponowaną kwotą to ma prawo odwołać się do nadleśnictwa - przekazał Andrzej Lenczewski.

Problem z żubrami

Problem z dzikimi zwierzętami niszczącymi uprawy ma również Hubert Ojdana rolnik z powiatu hajnowskiego. Gospodarzowi co roku uprawy niszczą żubry. Podkreśla, że po wybudowaniu zapory wiele zwierząt zostało po naszej stronie, a jednocześnie nie mogą migrować na Białoruś.

Chodzą w stadach liczących nawet do 200 sztuk. Wyrządzają duże szkody okolicznym mieszkańcom. Wybiegają na drogi, niszczą podwórka. Stwarzają zagrożenie dla ruchu. Miesięcznie jest kilka wypadków aut z żubrami, za co kierowcy nie otrzymują odszkodowań Powodują również ogromne straty w moim gospodarstwie - przekazuje rolnik z powiatu hajnowskiego.

Informuje, że Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wypłaca odszkodowania, ale nie pokrywają one strat.

Potrafią wypłacić do 50% odszkodowania. W tym roku rzepak w moim gospodarstwie średnio plonował 4 tony na hektar. Na jednym polu zniszczonym przez żubry zebrałem 1,5 tony. Odszkodowania wypłacono mi za tonę. Dodatkowo jak żubr przejdzie kopytami po polu, pojawiają się chwasty wtórne. Przez żubry na niektórych niektóre moje pola w 30% nadają się do kasacji. Dodatkowo rosnące koszty produkcji sprawiają, że produkcja przestaje być opłacalna - mówi Hubert Ojdana.

Zobacz też:Na ochronę środowiska idą ogromne pieniądze. Samorządy chętnie z nich korzystają

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Czy ubezpieczanie upraw zyskuje na popularności?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera