Chytry dwa razy traci. Rolnicy o dzieleniu pola na działki i konfliktowym sąsiedztwie z udziałem policji

Agata Wodzień
Agata Wodzień
pixabay.com/ales_kartal
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Zainteresowanie działkami budowlanymi jest ogromne, a miniosiedla pośrodku pól rosną jak grzyby po deszczu. Sprzedający może dobrze zarobić, bo grunty pod budowę domu są w cenie, ale nowe sąsiedztwo bywa problematyczne, gdy pojawiają się konflikty. Nasilają się w okresie żniw. Rolnicy i napływowi mieszkańcy terenów wiejskich dyskutują o tym, skąd bierze się problem.

Smaki Pomorza i Kujaw - sezon 3, odcinek 15

"To prawda, coraz więcej miastowych osiedla się na wsi. Są z nimi same problemy", uważa Anita. Skąd biorą się kłopoty? "Napięcia powoduje brak rozumu miastowych. Jak nie gnój, to, że z kombajnu się kurzy itd. Lepiej gips ze ściany jeść niż chleb", denerwuje się Michał. Są też przykłady zrozumienia dla charakteru pracy rolnika, o czym niżej pisze Bartosz.

Wielkopolska Izba Rolnicza sygnalizuje, że planowane są zmiany w planowaniu przestrzennym:

Dopytuję, czy sąsiedzi, którzy nie są rolnikami, przychodzą i mówią o tym, co im się nie podoba, czy też od razu wzywają policję? "Nigdy prawie nie przychodzą, bo im wstyd powiedzieć prosto w oczy komuś. Dzwonią na policję i tyle", stwierdza rolnik z Małopolski. Również Tomek twierdzi, że zazwyczaj jest wzywana policja.

Policja wezwana do pracującego rolnika

Co dzieje się po przyjeździe policji? Czy znajduje podstawę do wystawienia mandatu? Sytuację opisuje Damian z Dolnośląskiego:

"Nie znajduje. Co jest oczywiste. Ale zadaniem munduru jest mediować między obiema stronami, miastowym sąsiadem a rolnikiem wykonującym swoją pracę. Niejednokrotnie na życzenie wzywającego służby, policja dokonuje rutynowych kontroli sprzętu, ubezpieczenia, pozwoleń. Ale robi się to raczej "od oka", by nie wyjść na takich, którzy nie widzą problemu.

Wielu, naprawdę wielu miastowych przybywających na wieś ma kosmiczne wręcz problemy:

  • psy szczekające nocami gdzieś na terenie sąsiednich posesji,
  • smród (to już temat rzeka),
  • kurz (podobnie),
  • działania leśniczych wykonujących prace wycinkowe w lasach produkcyjnych (tak, to kolejny trend i kolejna kość niezgody).

Ostatnio słyszałem też głosy oburzenia wobec prowadzonej co roku akcji zrzucania przynęt ze szczepionką przeciw wściekliźnie dzikich zwierząt. To już w ogóle rozwaliło mi mózg, bo pani u sołtysa zgłosiła zażalenie, że przez tę "trutkę" nie może wyjść z psem na spacer (co było zalecane przez około tydzień po planowanym zrzucie). Jak pani widzi, problemów nie brakuje".

Krzysztof dodaje, że takie wezwanie to dla policji łatwy zarobek, bo jego zdaniem łatwiej znaleźć niesprawny ciągnik, niż złapać złodzieja.

"Jest wiele sytuacji, gdzie właśnie są mandaty...", komentuje Dawid. "Przede wszystkim za tzw. ciszę nocną. Gospodarstwa funkcjonują w okresie letnim praktycznie 20 godzin na dobę, ale tych miejskich przybyszy to nie interesuje... Jest kilka spraw opisanych w internecie, które kończyły się mandatami albo skierowaniem wniosku do sądu".

To też może Cię zainteresować

Nie tylko nowi mieszkańcy wsi wskazują na konieczność interwencji policji. Rolnik ze Świętokrzyskiego: "U nas jest kobita, co całe życie mieszka na tej wsi, całe życie na zasiłkach, czyli ludzie na nią pracują i też jej wszystko na wsi przeszkadza, hałas maszyn, zapach, kurz i dzwoni na policję skarżyć".

Przeprowadzka na wieś, ze świadomością, na co się piszę

Głos w dyskusji zabiera Bartosz: "Kurcze, nie wiem jak tak można. Sam 6 lat temu przeprowadziłem się z miasta na wieś. Sam chodzę do rolnika po taczkę obornika, by w ogródku warzywnym rozsypać a jak są żniwa, idę z synami pokazać, jak kosi kombajn. To część życia na wsi i nie wyobrażam sobie wsi bez tego wszystkiego".

Podobny komentarz: "Nie spotkałem się osobiście z sytuacją, w której jakiejś osobie z miasta przeszkadza zapach albo kurz, ale jeżeli tak jest, to równie dobrze w mieście może ktoś narzekać na hałas albo spaliny".

Bartosz dodaje: "Też nie spotkałem się osobiście, ale czytałem o tym dużo. Wydaje mi się, że robią to ludzie, którzy się przeprowadzili na wieś, nie mając pojęcia, jak ona wygląda. Myśleli, że będzie tam cisza i spokój i nic się nie będzie kompletnie dziać".

Jego postawa spotyka się z uznaniem rolników: "To znaczy, że normalnie patrzysz na świat i swoje najbliższe otoczenie".

Rolnicy sami sobie winni sąsiedztwa miniosiedli

  • "Przecież to rolnicy sprzedają działki budowlane osobom z miasta, ponieważ to się opłaca".
  • "Błąd, byli rolnicy lub Ci, co kończą pracę na roli".
  • "Takie osoby również, jak najbardziej, ale są też osoby, które chciałyby po prostu mieć trochę pieniędzy na rozwój gospodarstwa, to jest zrozumiałe, bo może lokalizacja działek jest atrakcyjna i cena wysoka".
  • "Kto chce się rozwijać, to ziemię kupuję..."
  • "Bezmyślnie przekształcanie gruntów rolnych na cele budowlane i sprzedaż działek budowlanych się kłania. Wielu rolników tak zrobiło, a teraz płaczą, że mają problem. Chytry dwa razy traci".
  • "Problem polega na ludziach, co ze wsi uciekli i teraz wracają i chcą ją zmienić".

Tomasz z Mazowieckiego: Najgorszy to taki, co kiedyś miał swoje gospodarstwo i zlikwidował, a teraz wszystko mu śmierdzi. Wiem to z własnego przykładu. Straż gminna jest u mnie regularnie, jak tylko zaczyna się sezon, wtedy wszystko jest ble.

Agnieszka: "Każdy, kto zmienia miejsce zamieszkania z miasta na wieś, powinien widzieć, że oprócz śpiewu ptaków i uroków przyrody są też kurz, zapachy, które towarzyszą hodowli zwierząt, powstają odpady z gospodarstwa domowego, więc zanim się zdecydują na zmianę miejsca zamieszkania, to trzeba się zastanowić. A nie umilać później życia swoim potencjalnym sąsiadom zza płota. Trzeba zrozumieć gospodarza, który zapewnia pożywienie dla swojej rodziny, zwierząt i dla nas również przez ciężką pracę swoich rąk".

Kombajn na drodze przeszkadza czy nie

"Z miasta przychodzą i nawet kurz im przeszkadza, a w żniwa kombajny na drodze", pisze Witold. Nawiązuje kolejny komentarz: "Jeżeli chodzi o kombajn z hederem, to rzeczywiście trochę niebezpieczne zwłaszcza jak jest wąska droga i nie ma jak wyprzedzić" i następny: "Są takie drogi, że nawet bez hederu nie wyminie się kombajnu".

To też może Cię zainteresować

Uczestnik dyskusji z Podkarpackiego: "A po co od razu wyprzedzać. Taki kombajn nie jedzie przez pół polski z hederem na przodzie tylko za chwilę zjeżdża na pole". I tu przychodzi odpowiedź: "Czasem pola są oddalone od gospodarstwa o kilka kilometrów i kombajn jedzie po drodze, gdzie jest ograniczenie do 90 km/h. W takiej sytuacji każdy chciałby wyprzedzić kombajn".

Wideo

Materiał oryginalny: Chytry dwa razy traci. Rolnicy o dzieleniu pola na działki i konfliktowym sąsiedztwie z udziałem policji - Gazeta Pomorska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Uczestnik z podkarpackigo powinien wiedzieć, ze kierowca maszyny wolnobieżnej, a do tej zalicza się kombajn powinien zjechać każdemu pojazdowi, czy to z naprzeciwka, czy próbującemu go wyprzedzić. Po za tym jazda z hederem jest zabroniona po ulicy, nie ważne czy 100m czy 100km.

Dodaj ogłoszenie