Ogrodnicy nie poddają się, choć ich portfele są szczuplejsze
Waldemar Sadowski razem z rodziną prowadzi gospodarstwo ogrodnicze w Pluskowęsach koło Kowalewa Pomorskiego. Wracamy do niego po roku z pytaniem, jak ten czas minął, bo wówczas nie wszyscy ogrodnicy byli pewni, czy przetrwają. Wiosną 2020 roku wyhodował 18 tysięcy bratków. 70% z nich musiał wyrzucić, dlatego w tym ma ich tylko 4 tys.
Przypominamy naszą rozmowę wideo z panem Waldemarem wiosną ubiegłego roku:
- Blokowały miejsce dla kolejnych upraw, a chętnych nie było - wspomina poprzednią wiosnę. Wiele targowisk w pierwszym etapie pandemii zamknięto, a w społeczeństwie panował strach. Wielu dotychczasowych klientów bało się kontaktów, nie przyjeżdżali po wiosenne kwiaty.
- W tamtym roku była tragedia. Straty wyniosły ok. 60. tys. zł, a odszkodowania dostaliśmy 1,5 tys. Same sadzonki kosztowały 6-7 tys., a gdzie torf, praca, reszta?
Po branży obserwuje podobne ruchu. - Znajomy z dużym gospodarstwie zamiast 100 tys. bratków, posadził ich 10 razy mniej. Kwiatów jest więc mniej na rynku, dlatego cena może być nieco wyższa.
Mimo wszystko pan Waldemar nie chce narzekać i ogólnie ocenia miniony rok na plus. W kolejny sezon też wchodzi z optymizmem. - Inni mają gorzej, nam gospodarstw nie zamknęli.
Widzi, że ludzie nadal są przestraszeni, ale już nie tak, jak ubiegłej wiosny. - Mniej osób chodzi po ryneczkach, a pogoda dopiero zaczyna dopisywać.
To też może Cię zainteresować
Inna ogrodniczka woli wypowiedzieć się anonimowo i nie narażać kolegom. Wspomina, że na odszkodowaniach nieźle wyszli ci, którzy jesienią mieli chryzantemy. - Ładne czy brzydkie – i tak dostali odszkodowanie. Wystarczyło wpisać w formularzu. Ja za wiosenne kwiaty nie miałam prawie nic – mówi mieszkanka regionu. W jej tunelach ponownie rosną bratki, choć mniej. - Straty były spore, nie stać mnie na wyrzucanie kolejnych tysięcy złotych, więc posadziłam nawet nie połowę tego, co zazwyczaj – dodaje. - Te kwiaty to moje życie, trudno tak nagle zupełnie zrezygnować. Covid przecież w końcu minie.
Nie tylko kwiaty. W pandemii częściej sadzimy warzywa
Obecnie ogrodnik z Pluskowęs sprzedaje m.in. bratki, stokrotki i prymule. Ogrodnik uważa, że jest w o tyle dobrej sytuacji, że nie nastawia się na same kwiaty, ale też rozsady warzyw, a te zdobyły w pandemii szczególną popularność. Więcej osób chce uprawiać warzywa w swoich ogródkach.
- Zachęcamy do tego, bo to ruch, satysfakcja. Trzeba podpowiadać i uczymy, jak uprawia się cebulę czy selery. Chętnych jest więcej - zauważa.
W kwietniu przyjdzie czas na sadzenie cebuli i czosnku, pora czy selera, a w drugiej połowie maja do gruntu mogą trafić sadzonki pomidorów.
Polacy opracowali lek na śmiertelną chorobę
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?